Lataj legalnie czyli pomysł na prawniczy biznes wśród samolotów

Od lat w kontekście rynku usług prawnych słyszymy rady: znajdź niszę. Także tym, ale również pasją kierował się Mikołaj Doskocz porzucając życie in-house’a i zakładając jednoosobową kancelarię dla małego lotnictwa. Czy to nie za wąska specjalizacja? Między innymi o to pytamy go w cyklu Mój Legal Business.

Dlaczego zajął się Pan prawem lotniczym? 

Trochę z przypadku. Po studiach trafiłem do Aeroklubu Polskiego czyli związku sportowego zrzeszającego organizacje zajmujące się lotnictwem sportowym i byłem tam wewnętrznym prawnikiem. Po kilku latach Aeroklub powołał spółkę do zarządzania małymi regionalnymi lotniskami i tam również pracowałem jako prawnik, a następnie prezes zarządu. Niemniej w pewnym momencie podjąłem decyzję o odejściu. Złożyłem wypowiedzenie i założyłem własną kancelarię. W trakcie studiów nie ma możliwości nauki prawa lotniczego zatem nie myślałem  też o pracy związanej z tą branżą. Jednak jestem pasjonatem lotnictwa. Rozpocząłem nawet w pewnym momencie kurs teoretyczny do licencji pilota szybowcowego, ale z braku czasu musiałem go przerwać i odłożyłem latanie na później. Niemniej lotnictwem żyję, bardzo mnie to interesuje. Klienci chyba też zauważają, że rozmawiają z osobą orientującą się w branży, szczególnie, że staram się zawsze rozmawiać jako partner biznesowy. W ogóle mam wrażenie, że czasy wielkich mecenasów traktowanych niczym mędrców już minęły. Jesteśmy przedsiębiorcami, którzy muszą się odnaleźć w biznesowej rzeczywistości, a do swojej działalności wykorzystujemy znajomość przepisów prawnych. Według mnie takie podejście jest kluczowe, bo to pomaga bardzo w kontaktach z klientami. 

Możliwe jest bycie dobrym prawnikiem w takiej wąskiej i wyspecjalizowanej branży bez rzeczywistego zainteresowania nią, bez pasji?  

Wydaje mi się, że trzeba się interesować branżą, w której się doradza, znać bieżące trendy i wydarzenia. Chodzi choćby o takie szczegóły jak specyficzne nazewnictwo czy słownictwo, nie mówiąc już o zrozumieniu potrzeby klienta. Trzeba to wiedzieć, by być poważnym rozmówcą dla klienta. 

Prowadzi Pan kancelarię już od niemal 5 lat. Rzeczywiście pracuje Pan tylko dla branży lotniczej? 

Nie dość, że pracuję tylko dla branży lotniczej, to dla wąskiego wycinka czyli małego lotnictwa (General Aviation). Decyzja skierowania swoich usług w tę branżę była w pełni świadoma. Współpracuję z dość szerokim wachlarzem klientów poczynając od firm, które zajmują się nieregularnym transportem lotniczym czy usługami lotniczymi jak patrolowanie linii wysokiego napięcia, poprzez zarządców lotnisk lub lądowisk, samorządów a na szkołach lotniczych kończąc. Pracuję też dla podmiotów gospodarczych, dla których lotnictwo jest tylko wąskim wycinkiem działalności. Obsługuję również personel lotniczy, głównie pilotów. 

Patrząc przedmiotowo, czym dokładnie się Pan zajmuje? 

Jeżeli chodzi o wspomniany personel lotniczy, to są to problemy urzędowe, licencyjne, czasami karne związane z przepisami prawa lotniczego. Pomagając firmom i organizacjom doradzam przede wszystkim w obszarze prawa cywilnego i gospodarczego. To wiąże się z wprowadzaniem nowych podmiotów na rynek, poukładanie tego biznesu od strony prawnej, regulacyjnej i podatkowej. W dużej mierze moja praca skupia się też na postępowaniu administracyjnym, to między innymi uzyskiwanie certyfikatów, zezwoleń, zakładanie lotnisk i lądowisk.  

Zakładając kancelarię nie obawiał się Pan, że to zbyt wąska branża, za mała nisza? 

Oczywiście, że się trochę obawiałem, teraz mam już ten spokój i wiem, że to był dobry wybór. Przez pierwsze dwa lata bywało różnie. Zakładając kancelarię miałem szerokie grono kontaktów jednak to nie byli klienci, którzy przyszli od razu. To pozwoliło jednak zacząć ten biznes. Swoim uporem i trzymaniem się obranego celu doszedłem do tego, że w tym momencie  zleceń mam na tyle dużo, że wspomagam się innymi prawnikami i prowadzę rekrutację do kancelarii. Niezależnie od obaw to była jednak decyzja biznesowa, bo widziałem, że wbrew pozorom ten rynek wcale nie jest taki mały, a jest bardzo słabo zagospodarowany przez obsługę prawną. Prawników, którzy dobrze znają się na prawie lotniczym w Polsce jest niewielu. Zatem złożenie tak wyspecjalizowanej kancelarii bazowało także na świadomym przekonaniu, że jeżeli uda się tę działalność rozkręcić to to na pewno będzie działało. 

W tej branży jest jeszcze miejsca na kolejne butikowe kancelarie? 

Tak, jest jeszcze miejsce. To oczywiście nie jest szeroki rynek, ale tego miejsca jeszcze trochę jest. Z resztą im większa konkurencja, tym większy poziom usług. Więc to będzie z korzyścią dla całej branży i tych, którzy postanowili się tym zająć. 

A jakie wymieniłby Pan uniwersalne przesłanki, którymi warto się kierować przy podejmowaniu decyzji o zajęciu się jakąś prawną niszą? 

Warto zwrócić uwagę jaki rynek nie jest nasycony doradztwem prawnym. Po drugie to musi być branża, którą się interesujemy, która jest naszą pasją, bez tego będzie ciężko, a na pewno będzie trudniej niż tym którzy “żyją” tą dziedziną. Po trzecie, trzeba się zastanowić, czy mamy pomysł na to jak bardzo aktywnie działać w tej niszy. W tym kontekście, w moim przypadku kluczem do sukcesu był blog prawniczy. Bez niego nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem. Co prawda, kosztowało mnie to dużo czasu. Każdy post musi być jednak dobrze przemyślany, zaplanowany i dopracowany merytorycznie. 

O tych działaniach internetowych także chciałem porozmawiać. Uwagę zwraca strona Pana kancelarii, a właściwie jej domena latajlegalnie.pl. Rozumiem, że to był celowy zabieg związany właśnie z pozycjonowaniem w internecie. Czyli od samego początku plan był taki, by portfolio klientów zbudować na podstawie aktywności internetowej? 

Tak. Polecenia, o których wszyscy mówią, że są najlepsze, pojawiają się dopiero później, najpierw trzeba dać się poznać. Od razu wiedziałem więc, że będę prowadził bloga i chcę to robić nadal. Co do samej nazwy, czy domeny, to wynika ona też chyba z mojego charakteru. Lubię być oryginalny. Ta domena oczywiście pozwoliła mi na zyskanie rozpoznawalności w branży lotniczej.  Chociaż na pozycjonowanie nie wydałem do tej pory ani grosza. Natomiast często zdarza się, że szukając hasłowo rozwiązania jakiegoś problemu prawno-lotniczego w internecie, moje artykuły sią na pierwszych miejscach.

Jak dalej widzi Pan rozwój swojej kancelarii? To będzie większa firma? 

Nie, nie chcę dużej firmy. Zakładam, że to będzie maksymalnie kilka osób, nie więcej niż pięć. Ja już miałem styczność z zarządzaniem ludźmi, nie lubię tego, wolę bezpośredni kontakt z klientem.  Niemniej potrzebuję wsparcia małego zespołu. Prowadzę właśnie rekrutację i chcę zatrudnić kogoś, komu będę mógł przekazać, to, czego do tej pory się nauczyłam. Wiem, że to bardzo ważne, bo ja uczyłem się sam, nie miałem kogoś od kogo mogłem zdobywać wiedzę. To trudniejsze rozwiązanie, bo trzeba uczyć się na swoich błędach, ale daje większą satysfakcję. Dodam jednak, że w tak specjalistycznej branży nie mogę bazować tylko na samodzielnie zdobytej wiedzy prawniczej, posiłkuję się wiedzą współpracujących ze mną na stałe ekspertów z zakresu projektowania lotnisk czy bezpieczeństwa. W ten sposób daję klientowi już gotowy produkt. 

A od strony regulacji to łatwa branża?

Przepisów jest sporo, bo ryzyko w lotnictwie jest duże i ta branża musi być ściśle regulowana. Problemem jest oczywiście jakość regulacji. O ile te unijne są dobrej jakości, abstrahując od ich słuszności, to polskie są niestety pisane na kolanie. Przepisy bywają niejasne i pozostawiają zbyt duże pole do interpretacji. Problemy pojawiają się także w sądach. Lotnictwo jednak jest dziedziną niszową i rzadko który sędzia jest w stanie dobrze merytorycznie pochylić się nad sprawą. Często te sprawy są rozstrzygane na poziomie proceduralnym a nie merytorycznym. To swego rodzaju ucieczka przed rozpoznaniem istoty sporu, a to by się bardzo przydało. 

Kategoria: Rozmowy